Od kilku dni Kraków żyje zapowiedzianą podwyżką cen biletów MPK. Mnie również niepokoją te plany, dlatego interweniuję u Prezydenta Miszalskiego.

Wzrost cen biletów miesięcznych (z 90 na 109 zł) i półrocznych ( z 470 na 565 zł), przy jednoczesnym zamrożeniu cen biletów turystycznych (24h, 48h, 72h i 7-dniowy), to decyzja, która w mojej ocenie, uderza w mieszkańców i mieszkanki Krakowa, którzy płacą podatki. Tymczasem turyści, którzy nie dokładają się do miejskiego budżetu, stawiani są w uprzywilejowanej pozycji.

Martwi mnie też „ukryta podwyżka”, czyli skrócenie ważności najtańszego biletu z 20 do 15 minut. W krakowskich korkach to fikcja, która zmusi pasażerów i pasażerki do kupowania droższych biletów godzinnych, a te również mają zdrożeć (z 6 zł na 8 zł).

Już teraz z biletów pokrywamy aż 40% kosztów komunikacji – o wiele więcej niż w Warszawie, Wrocławiu czy Gdańsku. Jeśli dołożymy do tego cięcia kursów tramwajów, efekt będzie jeden: powrót do samochodów i większy smog. 

Dlatego w piśmie pytam:

  • Z czego wynika decyzja, by podnieść ceny biletów mieszkańcom Krakowa, a nie tych, z których najczęściej korzystają turyści?
  • Dlaczego Kraków dąży do pokrycia kosztów komunikacji z biletów na poziomie znacznie wyższym niż w Warszawie czy Wrocławiu, zamiast zwiększyć dopłatę z budżetu do standardowego poziomu 70-80%?
  • Czy Urząd Miasta analizował wpływ podwyżek cen biletów na częstotliwość korzystania z komunikacji miejskiej w Krakowie przez mieszkańców? 
  • Dlaczego, mimo  planowanych wzrostów cen biletów, redukowana jest liczba kursów tramwajowych i kiedy zostanie przywrócona ich pełna częstotliwość? 

Liczę na pilną i wyczerpującą odpowiedź Magistratu, a także na rzetelną dyskusję o tej sprawie w Radzie Miasta. Dbanie o finanse Krakowa jest bardzo istotne, ale otwartym pozostaje pytanie, czy musi się to odbywać kosztem mieszkańców i środowiska.

Tagged With: