Uważnie przeczytałam wywiad z Małopolską Konserwator Zabytków, panią Katarzyną Urbańską, dotyczący Miastoprojektu, SAO Investments i zderzenia między dziedzictwem architektonicznym a współczesnością, który ukazał się w krakowskiej „Gazecie Wyborczej”.

Lektura ta poruszyła mnie na tyle, że postanowiłam napisać polemikę. W tekście tym pani konserwator stawia bowiem wiele „chochołów”. Uważam, że warto, aby to wybrzmiało: w wielu momentach autorka nieuczciwie (choć retorycznie sprawnie) przedstawia różne napięcia, rzucając przy tym mocne oskarżenia wobec mieszkańców i strony społecznej. Postanowiłam wypunktować te nieścisłości. Zapraszam do lektury mojej polemiki. 

Celebryci i mit równości inwestorów

“Wiele miast zabiega o sprowadzenia takich osobowości świata filmu czy sztuki [jak Robert De Niro – przyp. red.], dopłaca do nich”.

Bardzo chciałabym – i piszę to zupełnie nieironicznie – poznać nazwy tych miast i dowiedzieć się, jak te rozliczenia wyglądają w praktyce. Za co miasta płacą osobowościom świata sztuki? Za udział w kampaniach wizerunkowych? Czy istnieje jakiś rodzaj partnerstwa publiczno-prywatnego, w ramach którego możliwe są tego typu transfery? Jednocześnie pani konserwator wskazuje na “równość inwestorów”. Tymczasem duża część wywiadu, ale i zabiegów władz miasta (choćby witanie Roberta De Niro na krakowskim Rynku), przeczy tezie o owej równości.

Kraków to nie zaścianek

“Jesteśmy zaściankowi”.

To przykre, że tak widzi nasze miasto konserwator zabytków. Ja zupełnie się z tym nie zgadzam. Kraków się rozwija, mamy niesamowite dziedzictwo – także to modernistyczne, powojenne. I potrafimy je docenić. Przykładem jest zachowanie hotelu Cracovia (które wywalczyli mieszkańcy), niedawny wpis Hotelu Forum do rejestru zabytków, czy “stara” Nowa Huta, w którą trzeba mądrze inwestować. Przed nami niesamowite wyzwanie związane z Wesołą. Jesteśmy miastem europejskim i dziwi mnie, że Pani tego nie dostrzega.

Brak wizji władz, nie mieszkańców

“Takie miasto jak Kraków mogłoby być światową metropolią, z inwestycjami znanych architektów”.

Mogłoby, ale to przecież nie mieszkańcy odpowiadają za konkursy architektoniczne. Mieszkańcy nie mają też wpływu na to, że w konkursach tych nie biorą udziału światowej sławy architekci, ale ci, którzy rozebrali dom na Woli Justowskiej lub “nie byli w stanie” dopasować koloru fasady kamienicy na ul. Straszewskiego do sąsiedniej zabudowy. Brak wizji i odwagi? Zapewne. Ale to nie mieszkańcom brakuje tej odwagi – lecz władzom miasta.

Logika konsekwencji

“Ten teren [al. Focha – przyp. red.] został już tak mocno przekształcony w minionych latach, że niestety nie da się dziś tego obszaru rozpatrywać jako dzielnicy willowej. […] Połowa tego obszaru została już zdewastowana”.

Czy zgodnie z tą logiką nie można zatrzymywać złego trendu i należy pozwolić na “zdewastowanie” całej okolicy? Przecież w planowaniu przestrzennym trzeba być konsekwentnym, a nie legitymizować kolejne błędy poprzedników.

Gdzie byli urzędnicy?

“Gdzie byli wówczas ci, którzy teraz protestują?”

Pyta Pani Konserwator w kontekście drugiej strony Błoń, gdzie wyrosły aparthotele. Spieszę donieść, że strona społeczna protestowała. Odwrócę więc pytanie: A gdzie byli wtedy urzędnicy miejscy? Gdzie byli radni? Gdzie była Pani?

Parkingi, woda i gentryfikacja

“Jeśli popatrzymy na budynki w ścisłym centrum Krakowa, to zrobienie hotelu bywa korzystniejsze niż dzielenie ich na mieszkania i dobudowywanie do tego kilku kondygnacji parkingu”.

Pani Konserwator, J.W. Construction przy okazji realizacji 5-gwiazdkowego hotelu w gmachu PKO chce wybudować parking podziemny. Przy ulicy Stradomskiej Stradom House również oferuje miejsca w parkingu podziemnym (w cenie 160 zł za dobę). Czy te parkingi w hotelach mniej naruszają stosunki wodne w okolicy niż inwestycje mieszkaniowe? Hotel Roberta De Niro również będzie miał parking podziemny – tak tylko przypomnę.

Dobrze, że wspomina Pani o wodach gruntowych, bo mieszkańcy Półwsia Zwierzynieckiego mają kilka pytań w tej sprawie, a deweloper milczy. W kontekście “bycia korzystniejszym” widzimy jednak wyraźnie, ile mieszkańcy tracą na gentryfikacji i turystyfikacji Krakowa, jak wyludnia się centrum i jak tworzymy skansen dla turystów.

Adaptacja z poszanowaniem kontekstu

“Trzeba się zastanowić, czy za wszelką cenę czegoś bronić, pozwalając obiektowi umrzeć, czy też uratować go kosztem wprowadzenia do niego nowej funkcji”.

Zgoda – obiekt zabytkowy bez funkcji niszczeje. Musimy adaptować zabytki, często na cele mieszkalne czy użytkowe. Mieszkańcy Półwsia Zwierzynieckiego też to wiedzą. Pytanie dotyczy jednak tego, JAK ta adaptacja się odbywa. Jak wpłynie na okolicę i sąsiadów? I co przez ten proces tracimy? Znów stawia Pani chochoła, sugerując, że ktoś chce “pustych ruder”. Nie – chcemy zrównoważonych inwestycji, realizowanych z poszanowaniem dla kontekstu i społeczności lokalnej.

Równi i równiejsi wobec MPZP

A jeśli już Pani Konserwator mówi o zapisach MPZP, to byłabym wdzięczna za odniesienie się do faktu, że SAO Architecture wygrało konkurs na przebudowę Teatru Bagatela, mimo że ich projekt stoi w sprzeczności z zapisami planu miejscowego dla tej okolicy. A mimo to wygrali. Czy na tym polega ta równość?

Strażnik dziedzictwa, nie inwestorów

Rolą Konserwatora Zabytków nie jest bycie adwokatem inwestorów ani recenzentem mieszkańców, lecz strażnikiem naszego wspólnego dziedzictwa. Zamiast oskarżeń o zaściankowość, potrzebujemy przejrzystości i uczciwego dialogu – zarówno o tym, co chronimy, jak i o tym, komu w tym mieście pozwalamy budować. Bez kompleksów.

Zobacz wszystkie wpisy dotyczące Miastoprojektu

Tagged With: