W środę po południu na stopniu wodnym Łączany Wisła… zniknęła. Koryto rzeki było miejscami całkowicie suche przez kilkadziesiąt minut. Brzmi jak katastrofa? Bo to jest katastrofa – dla ryb, ptaków, całego ekosystemu. Dla ludzi też. Wczoraj złożyłam interwencję poselską do Dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie pytając o to, dlaczego doszło do wstrzymania przepływu wody i o reakcje służb.
Dziś w mediach społecznościowych pojawił się wpis @RZGW dotyczący tej sytuacji który, niestety, w swoim wydźwięku, atakował sygnalistów, zgłaszających problem. Nie godzę się na takie stawianie sprawy. Wisła jest rzeką nas wszystkich i chcemy o nią i jej ekosystem dbać – w ramach posiadanych przez nas narzędzi. Wędkarze czy aktywiści mogą to robić alarmując opinię publiczną. Wody Polskie – kontrolując pozwolenia wodnoprawne czy realizując działania poprawiające stan Wisły (bardzo na to liczę). Apeluję o to, by traktować siebie nawzajem z szacunkiem i po partnersku – bo wierzę, że mamy wspólne cele.
W poprzednich latach mieliśmy problemy z wahaniami wody na stopniu wodnym Przewóz i już wtedy wędkarze zwracali uwagę na to, że do podobnych sytuacji dochodzi także w Łączanach. Dlatego najważniejszym pytaniem dziś jest to jakie działania podejmie RZGW, żeby zapobiec takim sytuacjom w przyszłości? Czy i kiedy zostanie zamontowany system monitoringu (np. umożliwiający transmisję obrazu online) powyżej i poniżej progu wodnego, by nie było już żadnych wątpliwości co do tego, jak wygląda przepływ wody. Czy jeśli potrzebna jest modernizacja zabezpieczająca ekosystem – czy i kiedy zostanie ona przeprowadzona?
Wisła to nie kran, który można sobie dowolnie odkręcać i zakręcać. To żywy organizm, który trzeba chronić — a nie narażać na dewastację. I o który wszyscy mamy obowiązek dbać.
Czekam na odpowiedź i nie odpuszczę tej sprawy.